Za niskim plotem zamieszkał piesek ze schroniska. Tam mieszka tez od lat
znajoma (Wufkowi) suka rottweilera. Piesek jest wielkości Puni, rudy kudłaty
i... HISTERYCZNY. Znaczy za każdym razem, gdy przechodziliśmy z Wufkiem koło
jego płotu, rozlegało się tak histeryczne szczekanie z podksakiwaniem i
próbami pokonania płotu, że zaczęłam chodzić drugą stroną ulicy, co
zmniejszało o jeden ton intensywność szczekania.
Ponieważ ok jakiegoś czasu piesek się nie pojawiał za płotem, więc
wróciliśmy z chodzeniem na normalną stronę ulicy. Z wyborem związane było
przemyśliwanie o tym, co stanowi przedmiot zainteresownaia większości psich
list dyskusyjnych - jak postępować z takim psem ujadającym za płotem. Przez
długi czas byłam świadkiem podejścia pozytywnego czyli zastosowania
łagodnego nagradzania, odwracania uwagi, bo przecież nie można psa bić.
Prawda, myślałam sobie. Myślałam sobie tak dłuższy czas bezkrytycznie,
póki nie zaczęłam być pewna, ze mam w oczach całość oglądu sytuacji
czyli postępowania człowieka wobec psów. I wtedy zaczęłam się skłaniać
do różnicowania między wychowywaniem, w najlepszych warunkach bogactwa
wrażeń i łagodności odmowy oraz szkolenia metodą WYŁĄCZNIE pozytywną
(mówię o szkoleniu), gdy chodzi o szczeniaka i pieska dorastającego, a
stopowaniem nieodpowiedniego zachowania dorosłego
psa. Bo to taka różnica, myślę, jak między wychowaniem dziecka, a
stawianiem dziecku granic - Nie, tego nie wolno. Ale wrócę do pieska.
Dziś piesek znowu był za płotem, a my po rozważeniu, że chyba go nie
będzie, po jego stronie ulicy. Oczywiście wrzask, bop to nie jest szczekanie,
ale wysokie, przeraźliwe szczekanie i podskakiwanie i łapanie zębami za
pręty. Wufi spokojnie. On wie, że ja wtedy wymagam chodzenia ze mną,
dokładnie, mimo iż to husky, przy nodze. Bez zerknięcia na boki. Bez
podniesienia czy opuszczenia głowy. Idziemy jak przy płocie, za którym
szczeka inny pies.
Szczęśliwie minęliśmy płot, gdy zobaczyłam, że pojawiła się pani
właścicielka psa. I tak, jak było w moich przemyśleniach, zachowanie psa,
które jest nie-do-przyjęcia zostało zatrzymane. Dosłownie. Pani złapała
psa i spokojnie zupełnie wytłumaczyła mu, że to się tak nie będzie
odbywać. Piesek oczywiście mowy ludzkiej nie rozumiał, więc się wyrywał i
w ręku pani został koniec ogona. Cóż ronić, niekiedy za późne włączenie
dobrej praktyki wychowawczej napotykla na trudności ;)
Odeszliśmy parę metrów, bo do końca ulicy nie było daleko i przeszliśmy na
drugą stronę, tak gdzie stoi pojemnik na szkło i plastik. A gdy już stałam
jakieś 2 m od pojemnika i próbowałam skłonić Wufka do zatrzymania się już
a nie za chwilę (bo ta kępka to nie musi być obwąchana natychmiast, ja też
mam swoje prawa ;) i Wufek był odwrócony do mnie tyłem, spojrzałam w stronę
pojemnika, stwierdziłam, że jest zapchany i co zrobić z pełną torbą? A na
końcu mojego zatopionego w rozmyślaniach wzroku pojawił się omam.
No nie, to niemożliwe. Wewńetrzne podwórka połączone są calkiem niskimi
płotami i piesek pokonawszy dwa ogródki, pojawił się w uchylonej bramce
ostatniego z nich i patrząc prosto mi w oczy zaczął się podkradać w moją
stronę. Rozejrzał się bacznie przed przejściem przez jezdnię i cichaczem
acz zdecydowanie, gdy chodzi o tempo, zmierzał w naszą stronę. Rzut oka na
Wufka - nadal odwrócony, i szybka decyzja. Ręce zajęte, zwiewać się nie da,
bo desperacja psa dążącego do spotkania wyklucza możliwość wyhamowania,
gdy się szybko oddalimy. Cóż. Zostaje czekać.
Nie powiem. Wczesny ranek, a tu taka krwawa jatka.. Hmmm... Czy on, ten
piesek nie rozumie, że takie jak on to Wufi zjada na śniadanie... Oj chyba
piszę powieść ... :-P
Tymczasem sytuacja rozwinęła się następująco. Piesek podkradał się w
błyskawicznym tempie, ale cichutko. Wufek jakoś się zorientował o jego
przybyciu i odwrócił się do pieska. Piesek milczał. Ja milczałam. Wufi nic
nie mówił. Pamiętam, że się zastanawiałam nad możliwością przyjścia w
sukurs już to małemu już to mojemu psu. Bo gdyby coś... Ja z torbami,
manewrująca długością smyczy i moim położeniem względem psów,. żeby
się nie zwarły z powodu przeszkadzania moją obecnością nie tam, gdzie
trzeba czy pociągnięciem/ splątaniem psa jednego albo drugiego.
Wufi nie wiedząc o pacyfistycznych rozważaniach odbywających się w mojej
głowie właśnie wyciągnął pysk w stronę kłębu pieska i niedwuznacznie
dawał do zrozumienia, że mimo że nie chodzi o przepychanki tylko o zapoznanie
z niebezpiecznym psem, nad którym nie będzie pokazywał przewagi, a tylko...
oczywistości, to ja i tak nie byłam jszcze pewna przebiegu. Tem piesek mógł
być w strasznej desperacji... Tak wynikało z wcześniejszej reakcji, i mimo
że Wufi nie zrobił przepychania pyskiem i parady frontalnej, to pokazał gest
z góry. Gest spychania. Wcale nie byłam pewna, czy piesek się podda. A u
Wufka sierść była nastroszona aż do ogona, więc poziom emocji adrenalinowej
wysoki. I do tego Wufek "wzięty" był z zaskoczenia. Ale psy sobie poradziły
dość szybko i nieźle. Ja musiałam jeden raz obejść w kółeczko, aby nie
splątać smyczy i zachować moją pozycję z boku do ewentualnych kierunków
ruchu każdego z
psów. I raz musiałam poluźnić smycz i prawie odejść, bo właśnie
zbliżył się jakiś człowiek i zaczął ładować do zapchanego pojemnika.
Ten człowiek nie widział, że coś się dzieje miedzy psami. Cieszyłam się,
że nie był nadmiernie zainteresowany i przyjacielski, bo gdyby wyciągnął
rękę w stronę psów, to mogłoby mu się oberwać. A na pewno, gdyby
próbował głasnąć psa o nieznanej, schroniskowej przeszłości. Takiego psa,
i psy trudnych ras w ogóle, gdyby spróbować podejść i pogłaskać, można
by się wpasować w zestaw, o którym nie ma się pojęcia, że w psie jest, to
znaczy, że już został wytworzony jako zestaw operacyjny użycia zębów na
przypadek próby powstrzymania w akcji wobec innego psa. (Jeśli w przeszłości
w jakikolwiek sposób pies był powstrzymywany w chwili maksymalnego buzowania
hormonów stresu, to taką zbliżającą się, potencjalnie "powstrzymującą"
rękę pies złapie, ale
nie ostrzegawczo, tylko chwyci zębami tak mocno by ugryźć i wiele razy,
żeby to było porządnie i żeby puściła. Oczywiście zrobi tak tylko w
przypadku oceny tej ręki jako słabego ogniwa. Taki pies niezwykle rzadko
ugryzie mężczyznę i "silnego" w charakterze właściciela.
Ach rozpisałam się, ale skoro tylko ja piszę o psiej agresji, to niech
będzie.
maria i wufi